Wielki Bój 2017

17/52

Rozdział 14 - Późniejsi Reformatorzy Angielscy

W czasie, gdy Luter udostępniał narodowi niemieckiemu Biblię, William Tyndale pod wpływem Bożym czynił to samo w Anglii. Biblia Wiklifa została przetłumaczona z Wulgaty, która zawierała wiele błędów. Nigdy też nie była wydana drukiem, zaś ceny egzemplarzy pisanych ręcznie były tak wysokie, że poza bogaczami i szlachtą mało kto mógł sobie na nią pozwolić. Poza tym, ponieważ Kościół zakazał jej czytania i posiadania, była znana stosunkowo małej liczbie ludzi. W roku 1516, rok przed ogłoszeniem tez Lutra, Erazm z Rotterdamu opublikował greckie i łacińskie wydanie Nowego Testamentu. Po raz pierwszy Słowo Boże zostało wydrukowane w języku oryginalnym. W dziele tym poprawiono wiele błędów z wcześniejszych wydań i jaśniej oddano sens, co pozwoliło lepiej poznać biblijne prawdy, stanowiąc jednocześnie nowy bodziec dla reformacji. Niestety, dla prostego ludu Słowo Boże nadal pozostawało niedostępne. Tyndale miał dokończyć dzieło Wiklifa, oddając Biblię w ręce swych rodaków. WB17 152.1

Będąc pilnym uczniem, gorliwie szukającym prawdy, poznał ewangelię z greckiego Nowego Testamentu Erazma. Nieustraszenie głosił swe przekonania i nalegał, aby wszystkie nauki były oceniane według Słowa Bożego. Na oświadczenie papieskie, że Kościół dał Biblię i tylko on może ją objaśniać, Tyndale powiedział: „Kto nauczył orła szukać żeru? Otóż ten sam Bóg uczy swoje głodne dzieci szukać Ojca w Jego Słowie. A jeśli chodzi o was, to nie tylko nie daliście nam Pisma Świętego, lecz to właśnie wy ukryliście je przed nami. To wy paliliście tych, którzy je głosili, a gdybyście mogli, spalilibyście i samo Pismo” (D’Aubigne, History of the Reformation of the Sixteenth Century, XVIII, 4). WB17 152.2

Nauki Tyndale’a wzbudziły wielkie zainteresowanie, wielu przyjęło prawdę. Jednak duchowieństwo było czujne, gdy tylko opuszczał miejsce, w którym głosił, księża groźbami i fałszywymi oskarżeniami starali się zniweczyć jego pracę i trzeba przyznać, że często im się to udawało. „Co mam robić? — wołał — Kiedy sieję w jednym miejscu, wróg pustoszy pole, które właśnie opuściłem. Nie mogę być naraz wszędzie. O, gdyby chrześcijanie posiadali Pismo Święte we własnym języku, mogliby wtedy sami przeciwstawiać się tym sofistom. Bez Biblii nie można utwierdzić laikatu mocno w prawdzie” (tamże, XVIII, 4). WB17 152.3

W jego umyśle dojrzewało teraz nowe zamierzenie. „W świątyni Jahwe śpiewano psalmy w języku Izraelitów. Czyżby ewangelia nie mogła do nas przemawiać w języku Anglii? (...). Czy Kościół w południe ma posiadać mniej światła niż o świcie? (...). Chrześcijanie muszą czytać Nowy Testament w ich języku ojczystym”. WB17 153.1

Doktorzy i uczeni Kościoła nie byli co do tego zgodni, a przecież tylko dzięki Biblii naród mógł dotrzeć do prawdy. „Jeden popierał tego doktora, drugi innego. (...) Uczeni zaprzeczali sobie nawzajem. Jak więc możemy odróżnić tego, który mówi prawdę od tego, który kłamie? (...) Jak? (...) Jedynie przez Słowo Boże” (tamże, XVIII, 4). WB17 153.2

Niedługo potem pewien katolicki uczony dyskutując z Tyndalem, oświadczył: „Byłoby nam lepiej bez przykazań Bożych, niż bez praw papieskich”. Tyndale odpowiedział na to: „Wyzywam papieża i wszystkie jego prawa na pojedynek. Jeżeli Bóg pozwoli mi jeszcze żyć, to za kilka lat parobek, który orze pługiem, będzie lepiej znał Pismo Święte niż wy” (Anderson, Annals of the English Biblie, s. 19). WB17 153.3

Zamiar dania ludowi Nowego Testamentu w jego własnym języku spotęgował się i Tyndale niezwłocznie wziął się do pracy. Prześladowany, musiał opuścić rodzinny dom i udać się do Londynu, gdzie przez jakiś czas bez przeszkód kontynuował swe dzieło. Znowu jednak przemoc zwolenników papiestwa zmusiła go do ucieczki. Wydawało się, że cała Anglia jest dla niego zamknięta, zdecydował się więc poszukać schronienia w Niemczech. Tutaj rozpoczął drukowanie angielskiego przekładu Nowego Testamentu. Dwa razy musiał wstrzymać swoją pracę, ale gdy zabroniono mu drukować w jednym mieście, udawał się do drugiego. W końcu dotarł do Wormacji, gdzie klika lat wcześniej Luter na sejmie bronił ewangelii. W tym starym mieście było wielu przyjaciół reformacji i tam Tyndale mógł kontynuować swe dzieło już bez żadnych przeszkód. Wkrótce trzy tysiące egzemplarzy Nowego Testamentu było gotowe, a drugi nakład wyszedł jeszcze w tym samym roku. WB17 153.4

Tyndale wykonywał swą pracę z wielkim zapałem i gorliwością. Mimo że władze angielskie strzegły swych portów z największą czujnością, Słowo Boże potajemnie przewożono do Londynu, a stamtąd rozchodziło się ono po całym kraju. Zwolennicy papiestwa starali się zgnieść prawdę, ale na próżno. Pewnego razu biskup z Durham wykupił od księgarza, który był przyjacielem Tyndale’a, cały zapas Biblii, aby je zniszczyć, sądząc, że w ten sposób zahamuje dzieło. Tymczasem stało się odwrotnie — za uzyskane pieniądze wydrukowano następne, lepsze wydanie, które bez tych funduszów nie mogłoby być opublikowane. Gdy później uwięziono Tyndale’a, zaproponowano mu uwolnienie pod warunkiem, że wyda tych, którzy mu pomagali pokrywać wydatki na druk Biblii. Odpowiedział, że biskup z Durham pomógł mu więcej niż ktokolwiek inny, gdyż otrzymawszy tak wysoką kwotę za nabyte przez niego Biblie, uzyskał możność dalszej pracy. WB17 153.5

Wydany zdradliwie w ręce wrogów, Tyndale przebywał przez długie miesiące w więzieniu. W końcu przypieczętował swą wiarę męczeńską śmiercią, ale przygotował broń, która uzbroiła bojowników do walki trwającej setki lat, aż do dnia dzisiejszego. WB17 153.6

Hugh Latimer dowodził z ambony, że Biblia musi być czytana w języku ojczystym. Autorem Pisma Świętego, mówił, „jest sam Bóg” i to Pismo ma udział w mocy i wieczności jego Twórcy. „Nie ma króla, cesarza, burmistrza czy jakiegokolwiek panującego, który by nie był zobowiązany stosować się do Jego świętego Słowa. Nie wybierajmy żadnych bocznych dróg, pozwólmy Słowu Bożemu kierować nami (...) nie idźmy w ślady naszych ojców i nie czyńmy tego, co czynili, lecz to, co powinni byli czynić” (H. Latimer, First Sermon Preached Before King Edward VI). WB17 154.1

prawWydany Zdradliwie w ręce wrogów, Tyndale przebywał przez długie miesiące w więzieniu. W końcu przypieczętował swą wiarę męczeńską śmiercią, ale przygotował broń, która uzbroiła bojowników do walki trwającej setki lat, aż do dnia dzisiejszego.

Barnes i Frith, przyjaciele Tyndale’a, podjęli się bronić prawdy. Za nimi poszli Ridley i Cranmer. Ci przywódcy angielskiej reformacji byli uczonymi, cenionymi w Kościele rzymskim dzięki swej gorliwości i pobożności. Ich opór względem papiestwa był wynikiem poznania przez nich błędów „świętej stolicy”. Znajomość tajemnic Babilonu dodawała większej mocy ich świadectwu przeciwko niemu. WB17 154.2

„Postawię teraz dziwne pytanie — powiedział Latimer. — Wiecie, kto jest najgorliwszym biskupem i prałatem Anglii? (...) Widzę, że słuchacie i czekacie, aż ja wymienię jego imię. (...) Powiem wam, jest to diabeł. (...) On nigdy nie oddala się ze swej diecezji. (...) Wezwijcie go, kiedy chcecie, a zawsze zastaniecie go na miejscu (...) zawsze jest przy pracy. (...) Nigdy nie zobaczycie go bezczynnego, ręczę wam za to. (...) Tam, gdzie mieszka diabeł (...) precz z książkami, postawcie świece, precz z Bibliami, sprowadźcie różańce, precz ze światłem ewangelii, zapalcie gromnice, tak, nawet w najjaśniejsze południe (...) do dołu z krzyżem Chrystusa, otwórzcie odpustowe sakiewki (...) precz z przyodziewaniem nagich, biednych i kalek, chodźcie stroić obrazy i kolorowo ozdabiać figury (...) w górę ludzkie tradycje i prawa, precz z Bożymi postanowieniami i Jego najświętszym Słowem. (...) O, gdyby nasi prałaci tak gorliwie rozsiewali dobre nauki, jak szatan sieje wszelkiego rodzaju chwasty!” (Latimer, Sermon of the Plough). WB17 154.3

Naczelną zasadą angielskich reformatorów — podobnie jak waldensów, Wiklifa, Husa, Lutra, Zwingliego i innych — było uznanie Biblii za nieomylny autorytet w sprawach wiary i chrześcijańskiego życia. Zaprzeczyli oni prawu papieża, soborów, ojców Kościoła i królów do panowania nad sumieniem w sprawach religii. Ich autorytetem była Biblia i za pomocą jej nauk weryfikowali wszelkie doktryny i roszczenia. Wiara w Boga i Jego Słowo dodawała im siły, kiedy składali za nie swe życie. „Pociesz się — zawołał Latimer do swego współtowarzysza na stosie, gdy płomienie miały zdławić ich głos — dziś, za łaską Bożą, zapalimy w Anglii takie światło, którego, wierzę, nigdy nie będzie można zagasić” (Works of Hugh Latimer, t. I, s. XIII). WB17 154.4

Ziarno prawdy, zasiane w Szkocji przez Kolumbę i jego współpracowników, nigdy nie zostało całkowicie zniszczone. Przez wieki, gdy Kościoły Anglii poddały się Rzymowi, zbory w Szkocji nadal cieszyły się wolnością. Jednak w dwunastym stuleciu i tu dotarło papiestwo, roztaczając swą absolutną władzę. W żadnym innym kraju ciemność nie była tak wielka, a mimo to przeniknęły ją promienie światła, zapowiadające nadchodzący dzień. Lollardowie, przybyli z Anglii z Biblią i naukami Wiklifa, przyczynili się do rozpowszechnienia nauk ewangelii, a każdy wiek miał swoich świadków i męczenników. WB17 154.5

Wraz z nadejściem wielkiej reformacji ukazały się pisma Lutra, a potem Nowy Testament, tłumaczony na język angielski przez Tyndale’a. Niezauważeni przez duchowieństwo, posłowie spokojnie wędrowali przez góry i doliny, podsycając wszędzie ogień prawdy, który w Szkocji został prawie całkiem stłumiony, i niwecząc skutki ucisku, stosowanego przez Rzym w ciągu czterystu lat. WB17 154.6

Krew męczenników była dla reformacji nowym bodźcem. Papiescy przywódcy, którzy nagle uświa-domili sobie grożące im niebezpieczeństwo, spalili na stosie kilku najszlachetniejszych i najbardziej sza-nowanych synów Szkocji. Jednak była to ambona, z której słowa umierających świadków prawdy słychać było w całym kraju. Budziły one w sercach narodu niewzruszone postanowienie zrzucenia kajdan Rzymu. WB17 155.1

Naczelną zasadą angielskich reformatorów — podobnie jak waldensów, Wiklifa, Husa, Lutra, Zwingliego i innych — było uznanie Biblii za nieomylny autorytet w sprawach wiary i chrześcijańskiego życia.

Hamilton i Wishart, książęta szlachetnego pochodzenia oraz charakteru, a także ich pokorni uczniowie, ofiarowali swe życie na stosie. Jednak po Wisharcie przyszedł ten, którego płomienie nie mogły zmusić do milczenia, który z Bożą pomocą miał w Szkocji zagrać papiestwu pogrzebową pieśń. WB17 155.2

Jan Knox porzucił tradycje i mistycyzm Kościoła, by żyć prawdami Słowa Bożego. Nauki Wisharta utwierdziły go w decyzji opuszczenia Kościoła rzymskiego i przyłączenia się do prześladowanych reformatorów. WB17 155.3

Przyjaciele skłaniali Knoxa, by został kaznodzieją, lecz ten obawiał się odpowiedzialności, jaka by na nim spoczęła. Dopiero po wielu dniach walki w samotności wyraził zgodę, a gdy już rozpoczął to dzieło, wykonywał je z nieugiętą odwagą i determinacją do ostatnich dni swego życia. Ten prawdziwie oddany sprawie reformator nie lękał się ludzi. Płonące wokół niego stosy podsycały jedynie jego gorliwość. Mimo stale wiszącej nad nim siekiery rzymskiego tyrana trwał w swym postanowieniu, zadając na prawo i lewo mocne ciosy mające na celu zniszczenie bałwochwalstwa. WB17 155.4

Przyprowadzony przed oblicze królowej Szkocji, w obecności której odwaga wielu przywódców protestanckich topiła się jak wosk, Jan Knox złożył niewzruszone świadectwo prawdzie. Nie pokonały go pochlebstwa. Nie zadrżał przed groźbami. Królowa oskarżyła go o herezję. Oświadczyła, że skłania naród do przyjęcia religii zabronionej przez państwo, w czym przekracza przykazanie Boże, nakazujące poddanym posłuszeństwo wobec ich władców. Knox stanowczo odpowiedział. WB17 155.5

„Ponieważ właściwa religia otrzymała swój początek i swój autorytet nie od ziemskich książąt, lecz od wiecznego Boga, przeto poddani nie są zmuszeni do naginania swej wiary stosownie do upodobań panujących. Często się bowiem zdarza, że książęta bardziej niż inni nie znają prawdziwej religii. (... ) Gdyby potomkowie Abrahama przyjęli wiarę faraona, którego poddanymi byli przez długie lata, to pytam się, o Pani,jaka religia panowałaby na świecie? Albo, gdyby wszyscy ludzie żyjący w czasach apostolskich, wyznawali religię cesarza rzymskiego, jaka religia istniałaby na ziemi? (...). Tak więc Pani, możecie zrozumieć, że poddani nie są zależni od religii swoich władców, chociaż muszą oddawać im cześć”. WB17 155.6

Królowa odpowiedziała na to: „Wykładacie Pismo Święte w taki sposób, a oni (nauczyciele rzymscy) w inny. Komu mam wierzyć i kto ma być sędzią?” „Bogu należy wierzyć, który wyraźnie wypowiada się w swoim Słowie — odpowiedział reformator — i nie potrzebujecie, Pani, wierzyć ani jednym, ani drugim, tylko temu, co uczy Słowo. Słowo Boże jest bowiem zrozumiałe same w sobie, a jeśli występuje w nim gdzieś jakaś niejasność, to Duch Święty, który nigdy sobie nie przeczy, wytłumaczy ją wyraźniej w innym miejscu, nie pozostawiając już żadnych wątpliwości, chyba że dla tych, którzy uparcie nic nie chcą wiedzieć” (D. Laing, The Collected Works of John Knox, t. II, s. 281-284). WB17 156.1

Takie prawdy nieustraszony reformator głosił królowej pod groźbą utraty życia. Bez lęku trwał przy swoim postanowieniu, modlił się i dalej walczył w imię Boże, dopóki Szkocja nie uwolniła się od papiestwa. WB17 156.2

Dzięki wprowadzeniu w Anglii protestantyzmu jako religii państwowej, prześladowania zmniejszyły się, choć nie ustały całkowicie. Pomimo to, że odrzucono wiele nauk Rzymu, wiele z jego obrzędów obowiązywało nadal. Odrzucono zwierzchnictwo papieża, lecz na jego miejsce ustanowiono panującego monarchę głową Kościoła. Kościelne praktyki i obrzędy daleko jeszcze odbiegały od prostoty i czystości ewangelii. Nie pojęto jeszcze znaczenia zasady religijnej wolności. Choć protestanccy władcy rzadko się uciekali do okrucieństw, jakie stosował Rzym wobec heretyków, to jednak prawo każdego człowieka do czczenia Boga zgodnie z własnym sumieniem wciąż jeszcze nie było przestrzegane. Wszyscy zmuszeni byli do przyjęcia nauk i form służby Bogu, które ustanowił nowo powstały Kościół państwowy. Dysydenci przez długie lata w mniejszym lub większym stopniu byli prześladowani. WB17 156.3

W XVII wieku usunięto z posad tysiące kaznodziejów. Pod karą ciężkich grzywien, więzienia i banicji zabroniono ludziom uczestniczyć w religijnych zebraniach nie uznawanych przez Kościół. Wierni, którzy nie mogli zaprzestać zbierania się w celu wspólnego czczenia Boga, zmuszeni byli to czynić w ciemnych uliczkach, na strychach, a w odpowiednich porach roku o północy w lasach. W zapewniających schronienie zaułkach lasu, tej świątyni zbudowanej przez Boga, zbierały się rozproszone i prześladowane dzieci Boże, aby w modlitwach i pieśniach pochwalnych wynurzać przed Panem swe serca. Jednak pomimo stosowania wszelkich środków ostrożności wiele osób musiało cierpieć z powodu swej wiary. Więzienia były pełne, rodziny rozłączone, a wielu skazywano na wygnanie do obcych krajów. Jednak Bóg był ze swoim ludem i żadne prześladowania nie mogły zmusić go do milczenia. WB17 156.4

I znowu, jak za czasów apostołów, prześladowanie służyło szerzeniu ewangelii. W ponurym, pełnym przestępców więzieniu, Jan Bunyan napisał swe piękne dzieło o wędrówce pielgrzyma z kraju zła do niebiańskiego miasta. Zdawało mu się, że oddycha atmosferą niebios. Ten głos z więzienia w Bedford przemawiał do ludzi z wielką mocą przez ponad sto lat. Wędrówki pielgrzyma i Niezmierzona łaska Boża dla największego grzesznika, napisane przez niego, skierowały niejednego błądzącego na drogę żywota. WB17 157.1

Baxter, Flavel, Alleine oraz inni wykształceni i utalentowani protestanci posiadający głębokie chrześcijańskie doświadczenia, stanęli do obrony „wiary raz świętym podanej”. Dzieła tych ludzi zakazywane przez panujących władców, nigdy nie zginą. Fountain of Life (Źródło życia) i Method of Grace (Działanie łaski) Flavela uczyły tysiące, jak mają powierzyć swe życie Chrystusowi. Reformed Pastor (Odrodzony pastor) Baxtera okazał się błogosławieństwem dla tych, którzy pragnęli odnowienia dzieła Bożego, a jego Saints Everlasting Rest (Wieczny odpoczynek świętych) niejednej osobie pozwolił zdobyć wewnętrzny spokój, który Bóg udziela swemu ludowi. WB17 157.2

Zapomniano o wielkiej prawdzie, o usprawiedli-wieniu przez wiarę, którą tak wyraźnie głosił Luter. Jej miejsce zajęła nauka Rzymu, nakazująca zdoby-wać zbawienie przez dobre uczynki.

Sto lat później, w czasach duchowej ciemności, w Anglii pojawili się, jako nosiciele światła Bożego, Whitefield i bracia Wesleyowie. Pod panowaniem Kościoła państwowego Anglicy doprowadzili w swoim kraju do takiego upadku religii, który niewiele odbiegał od pogaństwa. WB17 157.3

Religia naturalna była ulubionym przedmiotem studiów duchownych i obejmowała większą część ich teolo-gii. Warstwy wyższe szydziły z pobożności i chełpliwie oświadczały, że są wolni od jej fanatyzmu. Niższe klasy żyły pogrążone w grzechu i niewiedzy, a Kościół nie miał wiary ani odwagi, by podtrzymać i wznieść na wyższy poziom upadłe dzieło prawdy. WB17 157.4

Zapomniano o wielkiej prawdzie, o usprawiedliwieniu przez wiarę, którą tak wyraźnie głosił Luter. Jej miejsce zajęła nauka Rzymu, nakazująca zdobywać zbawienie przez dobre uczynki. Whitefield i bracia Wesleyowie byli członkami Kościoła anglikańskiego, szczerze szukającymi łaski Bożej, którą, jak i ich uczono, można uzyskać przez zachowywanie przykazań kościelnych i cnotliwe życie. WB17 157.5

Gdy Karol Wesley zachorował i przeczuwał, że zbliża się śmierć, zapytano go, na czym opiera swą nadzieję na życie wieczne. „Użyłem wszelkich mych sił, by służyć Bogu” — odpowiedział. Gdy przyjaciel, który zadał mu to pytanie, wydawał się nie usatysfakcjonowany tą odpowiedzią, Wesley pomyślał: „Czyż moje wysiłki nie są wystarczającą podstawą nadziei? Gdyby mnie obrabował z mych uczynków, nie miałbym nic, na czym mógłbym oprzeć swe nadzieje” (John Whitehead, Life of the Rev. Charles Wesley, s. 102). Taka była ciemność, która spowiła Kościół, ukrywała pojednanie, okradała Chrystusa z Jego chwały, a umysły ludzi odwracała od jedynej nadziei zbawienia — krwi ukrzyżowanego Zbawiciela. WB17 158.1

Wesley i jego współpracownicy zrozumieli, że prawdziwa religia ma swe miejsce w sercu i że prawu Bożemu podlegają nie tylko myśli, ale także słowa i uczynki. Przekonani o konieczności uświęcenia serc i poprawy postępowania, gorliwie dążyli do zmiany życia. Pobożnością i modlitwą starali się zwyciężyć zło serca. Ich życie było pełne miłości, pokory i samozaparcia się, surowo i dokładnie przestrzegali wszystkich przepisów, które — jak sądzili — mogły im pomóc w zdobyciu upragnionej świętości, będącej warunkiem uzyskania przychylności Boga. Niestety, nie osiągnęli tego celu. Ich wysiłki, zmierzające do uwolnienia się od potępienia za grzech i złamania jego zniewalającej mocy, spełzły na niczym. Była to ta sama walka, jaką Luter stoczył w Erfurcie w swej klasztornej celi. Było to identyczne pytanie, które i jego męczyło: „Jak człowiek może być sprawiedliwy przed Bogiem?” (Hi 9,2). WB17 158.2

Na ołtarzach protestantyzmu ogień prawdy prawie wygasł, miała go ponownie rozpalić stara pochodnia, przekazywana w ciągu stuleci przez czeskich chrześcijan. Po reformacji czeski protestantyzm został zdławiony przez Rzym. Kto nie chciał wyrzec się prawdy, zmuszony był opuścić kraj. Niektórzy z wygnańców znaleźli schronienie w Saksonii, gdzie podtrzymywali swą wiarę. To właśnie potomkowie tych chrześcijan przynieśli światło Wesleyowi i jego współpracownikom. WB17 158.3

Kiedy Jan i Karol Wesleyowie zostali wyświęceni na kapłanów, wysłano ich do Ameryki. Na pokładzie statku, którym płynęli, znajdowała się także grupa braci morawskich. W drodze zaskakiwały ich gwałtowne burze i Jan Wesley, spotkawszy się twarzą w twarz ze śmiercią, czuł, że nie ma pewności pojednania z Bogiem. Natomiast bracia morawscy przez cały czas wykazywali spokój i ufność, jaka była mu obca. WB17 158.4

„Od dłuższego czasu — powiedział — obserwowałem głęboką powagę w ich zachowaniu. Bezustannie okazywali pokorę, spełniając dla innych podróżnych usługi, których żaden Anglik nie chciałby wykonać. Nie żądali za to żadnej zapłaty, przeciwnie, odrzucali ją mówiąc, że praca ta ich dumnym sercom wychodzi na dobre, i że Zbawiciel uczynił dla nich więcej. Każdego dnia okazywali łagodność, jakiej żadne wyrządzone im krzywdy nie mogły zmienić. Gdy byli popychani lub bici, podnosili się i odchodzili, ale żadna skarga nie wyszła z ich ust. Teraz nadarzyła się sposobność, by stwierdzić, czy rzeczywiście byli wolni od lęku, pychy, gniewu lub chęci zemsty? Podczas śpiewania psalmu, którym rozpoczynali swe nabożeństwa, na pokład wdarła się ogromna fala, łamiąc główny maszt, zakrywając większą część statku i wlewając się przez deski pod pokład, tak iż wszystkim zdawało się, że głębokie wody zaraz ich pochłoną. Wśród Anglików powstała panika, natomiast bracia morawscy spokojnie śpiewali dalej. Pytałem potem jednego z nich, czy się nie bali. „Dzięki Bogu, nie” — usłyszałem w odpowiedzi. Zapytałem więc: „A wasze kobiety i dzieci nie przestraszyły się?” Odpowiedział łagodnie: „Nie, nasze kobiety i dzieci nie boją się śmierci” (Whitehead, Life of the Rev. John Wesley, s. 10). WB17 158.5

Po przybyciu do Savannah Wesley przez krótki czas przebywał z braćmi morawskimi i ich chrześcijańskie zachowanie wywarło na nim głęboki wpływ. O ich nabożeństwie, zupełnie różnym od bezdusznego formalizmu Kościoła anglikańskiego, pisał: „Ogromna prostota i powaga służby dla Boga kazały mi zapomnieć o 1700 latach dzielących mnie od czasów, kiedy to nie było ani ceremonii, ani wystawności. Wydawało mi się, że jestem na jednym z takich zebrań, na którym przewodniczyli, będąc natchnieni Duchem Świętym i Jego mocą, Paweł — tkacz namiotów, albo Piotr — rybak” (tamże, s. 11-12). WB17 158.6

Po powrocie do Anglii Wesley doszedł pod kierunkiem morawskiego kaznodziei do jasnego zrozumienia biblijnej prawdy. Przekonał się, że zbawienie zależy nie od jego dobrych uczynków, lecz jedynie od zasług „Baranka Bożego, który gładzi grzech świata”. Na jednym ze zgromadzeń braci morawskich w Londynie odczytano pewną wypowiedź Lutra, która mówi o zmianie, jakiej dokonuje Duch Boży w sercu wierzącego. Gdy Wesley słuchał tych słów, w jego duszy zapłonęła wiara. „Czułem, że robi mi się w sercu dziwnie gorąco — powiedział. — Czułem, że teraz naprawdę ufam Chrystusowi i tylko Jemu. Otrzymałem też zapewnienie, że zdjął On ze mnie moje grzechy, nawet moje, i zbawił mnie od zakonu grzechu i śmierci” (tamże, s. 52). WB17 159.1

Przez długie lata mozolnych i beznadziejnych zmagań, lata samozaparcia, hańby i poniżenia, Wesley bezustannie dążył do jednego celu, jakim było odszukanie Boga. Teraz wreszcie znalazł Go i zrozumiał, że łaska, którą chciał uzyskać przez modlitwy, posty, jałmużnę i wyrzeczenia jest darem „bez pieniędzy i bez ceny”. WB17 159.2

Kiedy umocnił się w wierze Chrystusowej, pragnął zapoznać wszystkich ze wspaniałą nowiną o wielkim darze łaski Bożej. „Spoglądam na świat jak na moją parafię — powiedział. — Gdziekolwiek się znajduję, uważam głoszenie radosnego poselstwa o zbawieniu wszystkim tym, którzy chcą go słuchać, za mój słuszny i stosowny obowiązek” (tamże, s. 74). WB17 159.3

Wesley nadal prowadził surowe, pełne wyrzeczeń życie, które teraz nie było już podstawą, lecz skutkiem wiary, nie korzeniem, lecz owocem uświęcenia. Łaska Boża w osobie Chrystusa jest fundamentem nadziei chrześcijan i objawia się w posłuszeństwie. Życie Wesleya było odtąd poświęcone głoszeniu wielkiej prawdy, jaką otrzymał — usprawiedliwieniu przez wiarę w pojednawczą krew Chrystusa i odradzającą moc Ducha Świętego, która objawia się w owocach życia zgodnego z życiem Chrystusa. WB17 159.4

Whitefield i Wesleyowie zostali przygotowani do wykonania swego dzieła przez głębokie i długotrwałe przeświadczenie o swym grzesznym stanie. Ażeby móc jako dobrzy żołnierze Chrystusa znosić wszelkie trudności, musieli przejść ognistą próbę szyderstw, pogardy i prześladowań zarówno na uniwersytecie, jak i w pracy kaznodziejskiej. Nazwano ich pogardliwie metodystami. Obecnie metodyści są jedną z największych społeczności chrześcijańskich, ogólnie szanowaną w Ameryce i Anglii. WB17 159.5

Jako członkowie Kościoła anglikańskiego byli bardzo przywiązani do jego obrzędów, ale Pan ukazał im w swym Słowie lepszy wzór. Duch Święty skłonił ich do głoszenia ukrzyżowanego Chrystusa. Moc Najwyższego towarzyszyła ich pracy, przekonali i nawrócili tysiące ludzi. Zjawili się w momencie, gdy trzeba było chronić wiele owiec przed szalejącymi wilkami. Wesley nie myślał o tym, by stworzyć nowy Kościół, lecz złączył swych zwolenników w Związek Metodystyczny. WB17 159.6

Ciężki był opór, jaki kaznodzieje ci napotykali ze strony Kościoła państwowego, jednak Bóg w swej mądrości tak kierował wydarzeniami, aby reformacja powstała w łonie Kościoła. Gdyby przyszła całkowicie z zewnątrz, nie przeniknęłaby tam, gdzie była najbardziej potrzebna. Ponieważ przywódcami ruchu byli duchowni, którzy działali na terenie Kościoła, prawda znalazła dostęp tam, gdzie w przeciwnym wypadku drzwi byłyby zamknięte. Niektórzy księża dali się wyrwać ze swej duchowej śpiączki i stali się gorliwymi kaznodziejami w swych parafiach. Zbory, skamieniałe w formalizmie, budziły się do nowego życia. WB17 159.7

Za czasów Wesleya, jak we wszystkich epokach historii Kościoła, ludzie posiadający najrozmaitsze dary wykonywali powierzone im dzieło. Nie wszyscy zgadzali się w każdym punkcie z nową nauką, ale wszyscy byli pobudzeni przez Ducha Świętego i ich wspólnym celem było pozyskiwanie ludzi dla Chrystusa. Różnice między Whitefieldem a Wesleyami zagroziły w pewnym momencie rozłamem, ale ponieważ w szkole Chrystusa nauczyli się oni łagodności, pogodzili się dzięki obopólnej wyrozumiałości i chrześcijańskiej miłości. Nie mieli czasu by się spierać, podczas gdy wszędzie panoszyły się błędy i grzech, a niepokutujący ludzie zmierzali ku zagładzie. WB17 160.1

Słudzy Boży kroczyli po kamienistej ścieżce. Uczeni i ludzie wpływowi przeciwstawiali się im. Po krótkim czasie wielu duchownych nie ukrywało swej wrogości wobec nich i drzwi Kościołów zamknęły się dla czystej wiary i tych, którzy ją głosili. Oskarżenie ich z ambony poruszyło moce ciemności, grzechu i nieświadomości. Jan Wesley kilkakrotnie uchodził śmierci dzięki cudowi i łasce Bożej. Kiedy nienawiść tłumu do niego sięgnęła szczytu i zdawało się, że nie ma już drogi ucieczki, zjawiał się u jego boku anioł w ludzkiej postaci, tłum odstępował i sługa Boży bezpiecznie opuszczał miejsce zagrożenia. WB17 160.2

O takim ratunku przed szalejącym tłumem Wesley powiedział: „Wielu próbowało mnie przewrócić, kiedy śliską ścieżką schodziliśmy do miasta. Rozumiecie dobrze, że gdybym raz znalazł się na ziemi, nie podniósłbym się już więcej, ale nie upadłem, nawet się nie poślizgnąłem, dopóki nie znalazłem się poza zasięgiem ich rąk. (...) Choć wielu usiłowało złapać mnie za kołnierz lub ubranie, by mnie wywrócić, wciąż im się to nie udawało. Co prawda jeden chwycił mnie za połę mojego surduta, lecz został z wyszarpniętym kawałkiem w ręce, druga połowa, w której kieszeni znajdował się banknot, została tylko naddarta (...). Pewien tęgi mężczyzna, idący tuż za mną, uderzył mnie kilkakrotnie grubym kijem (gdyby mnie raz trafił w tył głowy oszczędziłby sobie dalszego wysiłku), ale za każdym razem jego uderzenia były niecelne, nie wiem dlaczego, gdyż nie mogłem się poruszyć ani w prawo, ani w lewo (...). Inny znów przepchnął się przez tłum i podniósłszy rękę, by zadać mi cios, nagle ją opuścił i tylko pogłaskał mnie po głowie, mówiąc: »Jakież on ma miękkie włosy!« Pierwszymi, którzy odmienili swe serce, byli owi uliczni bohaterzy, przywódcy motłochu, jeden z nich był zapaśnikiem”. WB17 160.3

„Jakże stopniowo przygotowuje nas Bóg do pełnienia swej woli! Przed dwoma laty spadła mi na barki cegła, rok później trafił mnie między oczy kamień, w ostatnim miesiącu otrzymałem jedno uderzenie, a dzisiaj wieczorem dwa — jedno, zanim weszliśmy do miasta, drugie, kiedy wyszliśmy z niego. Jakiś człowiek uderzył mnie z całej siły w pierś, a drugi w usta, tak że krew z nich od razu trysnęła, ale nie odczułem żadnego bólu, jakby oba uderzenia były muśnięciem źdźbła” (Wesley’s Works, t. III, s. 297-298). WB17 160.4

W tym pierwszym okresie swego istnienia metodyści, zarówno wyznawcy, jak i kaznodzieje, cierpieli z powodu szyderstw i prześladowań ze strony Kościoła oraz bezbożnych ludzi, którzy płonęli do nich nienawiścią wskutek fałszywych oskarżeń. Stawali przed urzędami sprawiedliwości, które były nimi tylko z nazwy, gdyż sprawiedliwość rzadko panowała w owych czasach. Prześladowcy często używali wobec nich przemocy. Tłumy pospólstwa chodziły od domu do domu, niszcząc wszelkie przedmioty i meble, rabując, co tylko chcieli i okrutnie obchodząc się z mężczyznami, kobietami oraz dziećmi. Czasami rozwieszano ogłoszenia o miejscu i czasie spotkań dla tych, którzy mieli ochotę wybijać okna i plądrować domy metodystów. To jawne pogwałcenie boskich i ludzkich praw uchodziło bezkarnie. Systematycznie prześladowano ludzi, których jedyną winą było to, że chcieli skierować grzeszników z drogi zagłady na drogę świętości. WB17 160.5

Jan Wesley, na oskarżanie jego i jego towarzyszy odpowiedział: „Niektórzy twierdzą, że nasze nauki są błędne, fałszywe i fanatyczne, że są nowe i do niedawna nieznane, że są kwakierstwem, fanatyzmem oraz sekciarstwem. Wszystkie te twierdzenia zostały już obalone, gdyż wykazano, że każda z tych nauk jest prawdziwą nauką Pisma Świętego, wykładaną przez nasz Kościół. Dlatego nie może być ona błędna ani fałszywa, przyjąwszy, że Biblia jest prawdziwa”. „Inni powiadają: »Ich doktryna jest zbyt surowa, czynią oni drogę do nieba zbyt wąską«. I to jest prawdziwy podstawowy zarzut (przez długi czas jedyny) ukryty w tysiącach innych, przybierających różne postacie. Lecz czy rzeczywiście czynimy drogę do nieba węższą niż ją czynili Jezus i Jego apostołowie? Czy nasza nauka jest surowsza od nauki Biblii? Rozważcie tylko niektóre cytaty. »Będziesz tedy miłował Pana, Boga twego, z całego serca swego, i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej”. »A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu«. »A więc czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą«. WB17 161.1

Jeśli zatem nasza doktryna jest surowsza od powyższych nauk, to zasługujemy na naganę, ale sumienie przekonuje was, że tak nie jest. A kto może być o jotę mniej dokładnym, nie zniekształcając tym samym Słowa Bożego? Czy szafarz tajemnic Bożych może pozostać wierny, jeżeli zmieni jakąkolwiek część świętego prawa? Nie, nie wolno mu nic z niego usunąć, nic uczynić łagodniejszym, jest zmuszony oświadczyć wszystkim: »Nie wolno mi Pisma Świętego zaniżyć do waszych upodobań. To wy musicie dostosować się do jego wymagań, jeśli nie chcecie zginąć na wieki«. To oczywiście daje powód do popularnego oskarżenia tych ludzi o brak miłości. Czy naprawdę nie posiadają miłości? Pod jakim względem? Czy nie karmią głodnych i nie odziewają nagich? »Tak, ale to nie o to chodzi w tym nic im nie brakuje, są natomiast bezlitośni w osądzaniu, bowiem twierdzą, że nikt nie może być zbawiony oprócz tych, którzy kroczą drogą wskazaną przez nich«” (tamże, t. III, s. 152-153). WB17 161.2

Upadek duchowy, widoczny w Anglii bezpośrednio przed pojawieniem się Wesleya, był w dużej mierze skutkiem rozpowszechniania nauk nie uznających przymusu prawa moralnego.

Upadek duchowy, widoczny w Anglii bezpośrednio przed pojawieniem się Wesleya, był w dużej mierze skutkiem rozpowszechniania nauk nie uznających przymusu prawa moralnego. Wielu twierdziło, że Chrystus zniósł prawo moralne i że chrześcijanie są wobec tego wolni od obowiązku przestrzegania go, że każdy wierzący uwolniony jest od „jarzma dobrych uczynków”. Inni, chociaż uznawali wieczność dekalogu, oświadczali, że kaznodzieje nie powinni nakłaniać ludzi do zachowywania jego przepisów, gdyż tych, których Bóg przeznaczył do nieba „nieodparta moc łaski Bożej sama doprowadzi do pobożności i cnoty”, a ci, którzy są przeznaczeni na wieczne potępienie, „i tak nigdy nie będą mieli siły przestrzegać boskiego prawa”. WB17 161.3

Inni znowu, którzy także twierdzili, że wybrani nie mogą popaść w niełaskę, ani stracić Bożego upodobania, dochodzili do jeszcze skrajniejszych wniosków, że „złe uczynki, które popełniają, nie są w rzeczywistości grzeszne i nie mogą być uważane za przestępstwo prawa Bożego, dlatego też nie ma żadnego powodu, by wyznawali swe grzechy i, pokutując, zaprzestawali ich (McClintock and Strong, Cyclopedia, art. „Antionomians”). Oświadczali więc, że nawet najpodlejszy grzech, który „powszechnie uważany jest za poważne wykroczenie przeciwko prawu Bożemu, w oczach Pana nie jest grzechem”, jeżeli popełnił go ktoś z Jego wybranych, „gdyż istotnym i wyróżniającym znakiem wybranych jest niemożność czynienia tego, co się Bogu nie podoba, albo jest zabronione przez Jego prawo”. WB17 162.1

Te błędne nauki są w swej istocie identyczne z późniejszymi naukami popularnych wychowawców ludu i teologów, którzy twierdzili, że nie ma niezmiennego prawa Bożego jako wzorca sprawiedliwości, że normy moralne są ustanawiane przez samo społeczeństwo i podlegają ciągłym zmianom. Wszystkie te teorie pochodzą z jednego źródła, a mianowicie od tego, który już wśród bezgrzesznych mieszkańców niebios rozpoczął swe dzieło próbując podważyć sprawiedliwe przepisy prawa Bożego. WB17 162.2

Nauka o nieodwracalnym przeznaczeniu człowieka doprowadziła wielu do faktycznego odrzucenia prawa Bożego. Wesley stanowczo sprzeciwił się błędom antynomistycznych nauczycieli i wykazał, że nauka prowadząca do odrzucenia przykazań Bożych jest sprzeczna z Pismem Świętym. „Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi” (Tt 2,11). „Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który siebie samego złożył jako okup za wszystkich” (1 Tm 2,3-6). Duch Boży udzielany jest darmo, aby każdy mógł osiągnąć zbawienie. Chrystus jest „prawdziwą światłością, która oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat” (J 1,9). Ludzie tracą zbawienie przez dobrowolne odmawianie przyjęcia daru życia. WB17 162.3

Na twierdzenie, że śmierć Jezusa zniosła przepisy Dekalogu wraz z prawem ceremonialnym, Wesley odpowiedział: „Chrystus nie zniósł prawa moralnego, które zawarte jest w dziesięciu przykazaniach i którego uczyli prorocy. Celem Jego przyjścia nie było zniesienie choćby najmniejszej części zakonu. Zakon ten jest prawem, które nigdy nie może być złamane, które trwa niewzruszenie jako wierny świadek w niebie. (...) Istnieje ono od początku świata i jest napisane nie na kamiennych tablicach, lecz w sercach wszystkich ludzi, którzy wyszli z rąk Stwórcy. Choć litery zapisane ongiś palcem Bożym zostały zatarte przez grzech, to jednak nie mogą być one całkowicie wymazane, dopóki mamy świadomość dobra i zła. Każda część prawa obowiązuje wszystkich ludzi we wszystkich wiekach, ponieważ nie jest ono zależne od czasu i miejsca czy innych ulegających zmianom okoliczności, lecz tylko od natury Boga i natury człowieka oraz ich niezmiennego stosunku do siebie”. WB17 162.4

„Nie przyszedłem rozwiązywać, ale wypełnić”. Nie ma wątpliwości, że Jezus mówi tutaj (w powiązaniu ze wszystkim, co poprzedza i następuje po tym zdaniu) — przyszedłem go ustanowić w całej pełni, mimo wszelkich ludzkich fałszywych interpretacji, ukazać w pełnym świetle to, co było w nim ciemne i niewyraźne, wytłumaczyć prawdziwe i pełne znaczenie każdej jego części, ukazać długość, szerokość i zasięg każdego przykazania oraz wysokość i głębokość, a także niepojętą czystość i duchowość we wszystkich jego aspektach” (Wesley, Works, kazanie 25). WB17 162.5

Wesley głosił doskonałą zgodność prawa z ewangelią Chrystusową mówiąc: „Między prawem a ewangelią zachodzi najściślejsza łączność, jaka tylko może istnieć. Z jednej strony prawo bezustannie toruje drogę i wskazuje na ewangelię, z drugiej — ewangelia bezustannie prowadzi nas do dokładniejszego wypełnienia prawa. Prawo np. wymaga od nas miłości do Boga i bliźniego, żąda, byśmy byli łagodni, pokorni i święci. Zdajemy sobie sprawę, że nie potrafimy sprostać tym wymogom, ba, jest to nawet dla człowieka niemożliwe, ale znamy obietnicę Boga, który chce nam dać tę miłość, chce uczynić nas łagodnymi, pokornymi i świętymi, chwytamy się więc ewangelii, tej radosnej nowiny i staje się według naszej wiary — sprawiedliwość prawa jest wypełniona w nas przez wiarę w Jezusa Chrystusa”. WB17 163.1

„Największymi wrogami ewangelii Chrystusowej są ci — powiedział Wesley — którzy otwarcie i wyraźnie potępiają prawo i źle o nim mówią, którzy uczą ludzi łamać (znieść, rozwiązać, pozbawić mocy obowiązującej) nie tylko jedno — największe czy też najmniejsze — z jego przykazań, lecz wszystkie. Najbardziej zadziwiające w tym wielkim zwiedzeniu jest to, że ci, którzy ten błąd popełniają, naprawdę wierzą, że czczą Chrystusa obalając Jego prawo i że Go sławią, gdy zaprzeczają Jego nauce. Zaprawdę, czczą Go jak Judasz, gdy ten powiedział: „Bądź pozdrowiony nauczycielu, i pocałował go”. Tak samo Jezus może powiedzieć każdemu z tamtych. „Pocałunkiem zdradzasz Syna Bożego”. Kwestionowanie jakiejkolwiek czę-ści Jego prawa pod pozorem szerzenia ewangelii, rozmawianie o Jego krwi i odbieranie Mu korony, jest niczym innym, jak tylko zdradliwym pocałunkiem. W rzeczywistości takiemu oskarżeniu nie ujdzie nikt, kto głosi wiarę w sposób prowadzący bezpośrednio lub pośrednio do usunięcia jakiegokolwiek obowiązku posłuszeństwa i kto głosi Chrystusa tak, że unieważnia lub pomniejsza nawet najmniejsze z przykazań Bożych” (tamże). WB17 163.2

Tym, którzy utrzymywali, że „głoszenie ewangelii jest końcem prawa”, Wesley odpowiedział: „Zdecydowanie temu przeczymy. Nie zgadza się to bowiem z głównym celem prawa, mianowicie z przekonaniem człowieka o jego grzesznym stanie oraz obudzeniem tych, którzy nadal śpią, będąc na skraju piekła”. Apostoł Paweł oświadcza: „Przez prawo przychodzi poznanie grzechu”. „Zanim człowiek nie będzie przekonany o swych grzechach, nie odczuje potrzeby pojednawczej krwi Jezusa Chrystusa. (...) Nasz Zbawi-ciel sam powiedział: „Zdrowi nie potrzebują lekarza, tylko chorzy”. Dlatego absurdem jest proponowanie pomocy lekarza tym, którzy są zdrowi lub przynajmniej w to wierzą. Najpierw trzeba ich przekonać, że są chorzy, w przeciwnym wypadku nie zapragną pomocy. Tak samo niemądrze jest proponować Chrystusa tym, których serce jest twarde i nigdy dotąd się jeszcze nie złamało” (tamże, Kazanie 35). WB17 163.3

Dlatego Wesley głosząc dobrą nowinę o łasce Bożej, starał się jednocześnie, podobnie jak jego Mistrz, „prawo uczynić wspaniałym i uwielbić je”. Wiernie prowadził powierzone mu przez Boga dzieło i znakomite były skutki jego pracy, które sam mógł oglądać. Przy końcu życia (żył ponad 80 lat), z którego więcej niż pół wieku spędził jako wędrowny kaznodzieja, liczba wyznawców jego nauk wynosiła ponad pół miliona ludzi. Jednak liczba tych, którzy dzięki jego działalności podnieśli się z upadku i poniżenia grzechu do czystego życia oraz tych, którzy pogłębili i wzbogacili swe chrześcijańskie doświadczenie, nie będzie znana, dopóki cała rodzina zbawionych nie zbierze się w królestwie Bożym. Jego życie stanowi dla każdego chrześcijanina przykład o bezcennej wartości. Oby wiara, pokora, niestrudzona gorliwość, samozaparcie się i oddanie tego sługi Bożego objawiły się w dzisiejszych Kościołach. WB17 163.4