Życie Jezusa

10/88

Rozdział 9 — Dni walki

Poczynając od najwcześniejszych lat, życie żydowskiego dziecka przebiegało stosownie do wymagań rabinów. Wszelkie czynności życiowe, nie wyłączając najdrobniejszych szczegółów, objęte były sztywnymi przepisami. Nauczyciele z synagogi pouczali młodzież o niezliczonych przepisach, których spełnienia spodziewano się po nich jako prawowiernych Izraelitach. Jezus jednakże nie interesował się tymi sprawami i od lat dziecięcych postępował niezależnie od rabinackich praw. Przedmiotem Jego nieustannych badań był Stary Testament, a słowa “Tak powiedział Pan” miał stale na ustach. ZJ 53.1

W miarę tego, jak zaczął pojmować warunki ludzkiego życia, zrozumiał również, że wymagania społeczeństwa pozostają w stałej sprzeczności z wymaganiami Boga. Ludzie odeszli od słowa Bożego i wywyższyli wymyślone przez siebie teorie. Zachowali tylko tradycyjne rytuały nie zawierające w sobie żadnej mocy. Ich nabożeństwa polegały jedynie na spełnianiu obrzędów, a święte prawdy, których te obrzędy miały nauczać, były skrywane przed wyznawcami. Jezus widział, że z treści tych pozbawionych wiary ceremonii nie spływa na ludzi pokój. Nieznana im też była swoboda ducha, której doznaje ten, kto prawdziwie służy Bogu. Jezus przyszedł, aby uświadomić znaczenie służby dla Boga, i nie mógł pochwalać pomieszania ludzkich aspiracji z przykazaniami Bożymi. Jezus nie potępiał przepisów czy praktyk głoszonych przez uczonych, lecz gdy ganiono prostotę Jego obyczajów, przytaczał na swe usprawiedliwienie Słowo Boże. ZJ 53.2

Z największą uprzejmością i pokorą starał się Jezus pozyskiwać ludzi, z którymi się stykał. Starszyzna żydowska myślała, że Jezus ze względu na swą uprzejmość i nie narzucanie się innym z łatwością ulegnie wpływom ich nauki. Zaczęli przynaglać Go do przyjęcia zasad tradycji ustalonych przez dawnych rabinów, lecz On zażądał od nich uzasadnienia tego Pismem Świętym. Gotów był usłuchać każdego słowa pochodzącego z ust Boga, lecz nie mógł podporządkować się ludzkim pomysłom. Jezus znał Pismo Święte od początku do końca i przedstawiał rabinom jego prawdziwą wagę. Ci, zawstydzeni pouczaniem dziecka, oświadczyli, że to do nich należy tłumaczenie pism, do Niego zaś przyjęcie ich interpretacji. Oburzało ich to, że Jezus stanął w opozycji do ich słów. ZJ 53.3

Rabini wiedzieli, że nie można znaleźć w Piśmie Świętym uzasadnienia dla ich tradycji i rozumieli, że pod względem duchowym Jezus znacznie ich wyprzedził. Ale ogarniał ich gniew, że On nie słuchał ich poleceń. Nie osiągnąwszy powodzenia w dyskusji wezwali Józefa i Marię, opowiadając im o Jego nieustępliwości. W ten sposób Jezus narażony był na wyrzuty i naganę. ZJ 54.1

Już w bardzo wczesnym wieku Jezus zaczął sam kształtować swój charakter i nawet szacunek i miłość, jakie żywił do swych rodziców, nie mogły Go powstrzymać od posłuszeństwa słowom Bożym. “Jest napisane” — było Jego stałym argumentem przy każdym postępku, który różnił się od przyjętych w rodzinie obyczajów. Lecz wpływ rabinów uczynił Jego życie gorzkim. Już w młodym wieku musiał nauczyć się ciężkiej lekcji milczenia i cierpliwości. ZJ 54.2

Jego bracia, jak nazywano synów Józefa, trzymali stronę rabinów. Nalegali na podtrzymywanie tradycji, tak jak gdyby ona stanowiła przykazanie Boże. Przepisy ustanowione przez ludzi szanowali bardziej niż słowo Boga i przenikliwość umysłu Jezusa w odróżnianiu fałszu od prawdy bardzo ich drażniła. Jego ścisłe posłuszeństwo prawom boskim uważali za upór. Wiedza i mądrość okazywane przez Jezusa w dyskusji z rabinami wprawiały ich w zdumienie. Wiedzieli o tym, że Jezus nie był kształcony przez mędrców żydowskich, ale nie uszło ich uwagi, że to On mógłby zostać ich nauczycielem. Czuli, że jego wykształcenie przewyższa ich własne, ale nie uświadamiali sobie, że posiada On dostęp do drzewa życia do źródła wiedzy, która była im obca. ZJ 54.3

Chrystus nie wywyższał się ponad innych, jak to czynili uczeni, i również to odstępstwo od panującego zwyczaju stanowiło obrazę dla faryzeuszy. Jezus stwierdził, że dziedzina religii została otoczona wysokim murem jako sprawa zbyt święta dla codziennego życia. Mur ten Jezus zburzył. W swoich stosunkach z ludźmi nie pytał o wyznanie i przynależność kościelną. Okazywał pomoc wszystkim, którzy jej potrzebowali. Nie usiłował podkreślić swoich boskich cech przez zamknięcie się w jakiejś odizolowanej celi, lecz gorliwie działał dla dobra ludzkości. Jezus głosił zasadę, że religia Biblii nie polega na umartwianiu ciała. Uczył, że czysta i nieskażona religia nie jest przeznaczona jedynie na nadzwyczajne okazje. Zawsze i wszędzie okazywał pełne miłości zainteresowanie człowiekiem i rozniecał wokół siebie światło łagodnej pobożności. Wszystko to było wyzwaniem dla faryzeuszy, mówiło bowiem, że religia nie polega na egoizmie, a chorobliwa zapobiegliwość o osobiste interesy nie ma nic wspólnego z prawdziwym umiłowaniem Boga. Wzbudzało to taką ich wrogość wobec Chrystusa, że usiłowali Go zmusić do pogodzenia się z ich przepisami. ZJ 54.4

Jezus czynił wszystko, aby przynieść ulgę w każdym dostrzeżonym ludzkim cierpieniu. Miał mało pieniędzy do rozdania, lecz często odmawiał sobie posiłku, by pomóc tym, którzy wydawali się być w większej potrzebie. Bracia Jezusa czuli, że Jego wpływ w znacznym stopniu przeciwstawia się ich wpływom. Był obdarzony taktem, którego oni nie posiadali, ani też nie chcieli posiadać. Gdy surowo przemawiali do różnej wykolejonej biedoty, Jezus zbliżał się do tych ludzi ze słowami otuchy. Tym, którzy byli w potrzebie, podawał kubek orzeźwiającej wody i chętnie oddawał im swój własny posiłek. Ponieważ łagodził ich cierpienia, głoszone przez Niego prawdy kojarzyły się tym ludziom z Jego miłosiernymi uczynkami i w ten sposób utrwalały się w ich pamięci. ZJ 54.5

Wszystko to powodowało niezadowolenie braci Jezusa. Ponieważ byli starsi od Niego, uważali, że winien im był posłuszeństwo. Zarzucali, że uważa siebie za wyższego od nich, i strofowali Go za to, że stawia siebie ponad nauczycielami, kapłanami i przywódcami narodu. Często grozili Mu i usiłowali zastraszyć, lecz On nie przejmował się tym, przyjmując Pismo Święte za drogowskaz życia. ZJ 55.1

Jezus kochał swoich braci i traktował ich z niewzruszoną uprzejmością, ale oni mimo to byli zawistni i okazywali zdecydowany brak zaufania oraz pogardę. Nie byli w stanie pojąć Jego zachowania, ponieważ w osobie Jezusa nagromadziło się ich zdaniem zbyt wiele sprzeczności. Był On Synem Bożym, a jednocześnie pozostawał bezradnym dzieckiem. Stwórca światów, do którego należała i Ziemia, wybrał ubóstwo, które odczuwał w każdym odcinku swego życia. Jego godność i indywidualność nie odpowiadały całkowicie ziemskiej dumie i zarozumiałości. Zaszczyty tego świata były Mu obce, a był zadowolony nawet ze swego niskiego stanu. Irytowało to Jego braci, którzy nie mogli zrozumieć Jego stałej pogody ducha w warunkach ciągłych doświadczeń życiowych. Nie wiedzieli, iż dla naszego zbawienia stał się biednym, abyśmy “ubóstwem jego ubogaceni zostali”. 2 Koryntian 8,9. Nie byli w stanie zrozumieć tajemnicy Jego misji, tak samo jak przyjaciele Hioba nie rozumieli celu jego poniżenia i cierpień. ZJ 55.2

Jezus nie był rozumiany przez swych braci, ponieważ różnił się od nich i nie można było ich mierzyć jedną miarą. Zapatrzeni w sprawy ludzkie, odwrócili się od Boga, a Jego moc nie towarzyszyła ich życiu. Formy religijne, których przestrzegali, nie mogły zmienić ich charakterów. Oddawali “dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku”, ale zaniedbali tego,“co ważniejsze w zakonie: sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności”. Mateusza 23,23. Przykład Jezusa był dla nich przedmiotem stałej irytacji. Jezus nie znosił tylko jednej rzeczy na świecie — grzechu. Nie mógł nigdy ukryć swego bólu, gdy był świadkiem złego postępku. Obcując z formalistami, którzy swoje grzeszne skłonności maskowali świątobliwym wyglądem, zawsze ujawniał gorliwość dla chwały Bożej. Ponieważ całe życie Chrystusa było potępieniem zła, musiał się pogodzić z rolą opozycjonisty, zarówno we własnym domu, jak i poza nim. Jego poświęcenie się dla dobra innych i uczciwość stały się przedmiotem ironicznych komentarzy. Jego cierpliwość i łagodność napiętnowano jako tchórzostwo. ZJ 55.3

Ze wszystkich goryczy, jakie dotykają ludzi, nie zaoszczędzono Mu żadnej. Znaleźli się i tacy, którzy usiłowali wzbudzić ku Niemu pogardę z powodu Jego urodzenia, a nawet w dzieciństwie musiał znosić lekceważące uśmiechy i złośliwe szepty. Gdyby odpowiedział na to niecierpliwym słowem lub spojrzeniem, gdyby przyłączył się do swych braci choć w jednym złym uczynku, przestałby być przykładem doskonałości i nie byłby w stanie przeprowadzić dzieła naszego odkupienia. Gdyby nawet pozwolił na przypuszczenie, że może być usprawiedliwienie dla grzechu, szatan zatriumfowałby i świat byłby zgubiony. Toteż kusiciele pracowali nad tym, aby uczynić Jego życie jak najtrudniejszym, aby doprowadzić Go do popełnienia grzechu. ZJ 56.1

Lecz On na każdą pokusę miał odpowiedź: “Jest napisane”. Rzadko potępiał złe czyny swych braci, chociaż mógł posługiwać się słowami idącymi od Boga. Często zarzucali Mu tchórzostwo, gdy odmawiał wzięcia udziału w jakimś zakazanym czynie, lecz odpowiedź Jego była stale ta sama: Jest napisane: “Oto bojaźń Pańska, ona jest mądrością, a unikanie złego rozumem”. Joba 28,28. ZJ 56.2

Byli również i tacy, którzy szukali Jego towarzystwa, doznając uczucia spokoju w Jego obecności, lecz wielu unikało Go, gdyż w Jego bezgrzesznym życiu widzieli zarzut wobec siebie. Młodzi towarzysze nakłaniali Go, aby postępował tak, jak oni. Jezus miał żywy umysł i był wesoły, toteż lubili Jego towarzystwo i chętnie przyjmowali Jego trafne propozycje, niecierpliwiły ich jednak Jego skrupuły, które uważali za dowód ciasnoty poglądów i brak tolerancji. Jezus odpowiadał im: Jest napisane: “Jak zachowa młodzieniec w czystości życie swoje? Gdy przestrzegać będzie słów twoich. (...) W sercu moim przechowuję słowo twoje, abym nie zgrzeszył przeciwko tobie.” Psalmów 119,9.11. ZJ 56.3

Często ludzie pytali: Dlaczego jesteś tak odmienny, tak inny od nas wszystkich? Wtedy odpowiadał: Jest napisane: “Błogosławieni, którzy żyją nienagannie, którzy postępują według zakonu Pana! Błogosławieni ci, którzy stosują się do napomnień jego, szukają go z całego serca, którzy nie czynią krzywdy, ale chodzą drogami jego.” Psalmów 119,1-3. ZJ 56.4

Gdy zapytywano Go, dlaczego nie bierze udziału w zabawach młodzieży Nazaretu, odpowiadał: Jest napisane: “Raduję się z drogi, którą wskazują mi ustawy twoje, jak z wielkiego bogactwa. Rozmyślam o rozkazach twoich i patrzę na drogi twoje. Mam upodobanie w przykazaniach twoich, nie zapominam słowa twego.” Psalmów 119,14-16. ZJ 56.5

Jezus nigdy nie walczył o swoje prawa. Często obarczano Go zbyt ciężką pracą, gdyż był zawsze chętny i nie skarżył się. Ale i Jemu nie obce było uczucie zniechęcenia. Żył poza obrębem ziemskich przykrości, żył jakby w świetle Bożej obecności. Gdy postępowano z nim brutalnie, nie odpłacał brutalnością, lecz znosił cierpliwie wszelkie obelgi. ZJ 56.6

Stale pytano, dlaczego pozwala na tak złe traktowanie nawet ze strony własnych braci? Na to odpowiadał: Jest napisane: “Synu mój! Nie zapominaj mojej nauki, a twoje serce niech przestrzega moich przykazań, bo one przedłużą ci dni i lata życia oraz zapewnią ci pokój. Niech cię nie opuszcza łaska i prawda, zawiąż je sobie na szyi, wypisz je na tablicy swojego serca. Wtedy znajdziesz życzliwość i uznanie w oczach Boga i ludzi.” Przypowieści 3,1-4. ZJ 57.1

Od czasu gdy rodzice znaleźli Jezusa w świątyni, Jego zachowanie zaczęło im się wydawać tajemnicze. Nie chciał wdawać się w dyskusje, lecz jednocześnie Jego przykład był ciągłą lekcją. Wyglądał jak ktoś, kto jest samotny. Uczucie szczęścia nawiedzało Go podczas obcowania z przyrodą i Bogiem. Gdy pozwalały na to okoliczności, opuszczał swój warsztat pracy i wędrował polami, rozmyślał w zielonych dolinach, rozmawiał z Bogiem na zboczach gór i wśród leśnych drzew. Wczesny ranek często zastawał Go w jakimś ustronnym miejscu na rozważaniu nauk Pisma Świętego lub na modlitwie. Po takiej spokojnej godzinie wracał do domu, by znów spełniać swoje obowiązki i dawać przykład cierpliwej pracowitości. ZJ 57.2

W ciągu całego życia Chrystus okazywał szacunek i miłość wobec swojej matki. Maria miała w sercu przeczucie, że narodzone z niej święte dziecię jest dawno obiecanym Mesjaszem, ale tej swojej wiary nie śmiała wyrazić słowami. Przez cały okres Jego ziemskiego życia uczestniczyła w Jego cierpieniach. Ze smutkiem była świadkiem doświadczeń, jakich doznawał w dzieciństwie i młodości. Ponieważ broniła tego, co uważała za słuszne w Jego postawie, często sama znajdowała się w trudnym położeniu. Pilnowała, aby w jej domu pod troskliwym macierzyńskim okiem panowały dobre stosunki, które są tak ważne w kształtowaniu charakterów. Synowie i córki Józefa wiedzieli o tym i starali się za jej pośrednictwem poprawić zachowanie Jezusa tak, by było ono zgodne z przyjętymi przez nich zwyczajami. ZJ 57.3

Maria często zwracała Jezusowi uwagę i namawiała, aby stosował się do zasad rabinów. Te wysiłki nie wywierały jednak żadnego skutku, ponieważ nie można było przekonać Jezusa, aby zaprzestał podziwiania boskich dzieł i swojej pracy nad złagodzeniem cierpienia ludzi i zwierząt. Wiele zmartwienia przysparzały Marii żądania kapłanów i nauczycieli, aby współdziałała z nimi w ustanowieniu kontroli nad Jezusem; lecz w jej serce wstąpił spokój, gdy Jezus przedstawił wyjątki z Pisma Świętego, które uzasadniały Jego postępowanie. ZJ 57.4

Czasami Maria nie potrafiła wybrać między Jezusem a Jego braćmi, którzy nie wierzyli, że jest On wysłannikiem Boga; chociaż liczne były dowody boskości Jego charakteru. Dostrzegała poświęcenie się Jezusa dla dobra innych ludzi. Sama Jego obecność wnosiła do domu czystszą atmosferę, a Jego życie wprowadzało ożywienie wśród członków społeczeństwa. Łagodny i nieskalany kroczył pomiędzy bezmyślnymi, nieokrzesanymi, brutalnymi, pomiędzy niesprawiedliwymi, celnikami, lekkomyślnymi rozrzutnikami, grzesznymi Samarytanami, bezbożnymi żołnierzami, gruboskórnymi wieśniakami i całą resztą. Tu i ówdzie odzywał się przyjaznym słowem, widząc ludzi znużonych narzuconymi im ciężkimi obowiązkami. Pomagał im dźwigać ciężary życia i powtarzał prawdy zaczerpnięte z przyrody, a dowodzące miłości, łagodności i dobroci Boga. ZJ 57.5

Uczył wszystkich, aby uważali siebie za obdarzonych cennymi zdolnościami, które użyte w sposób właściwy zapewniają im wieczne bogactwo. Wykorzenił z życia wszelką próżność i na własnym przykładzie uczył, że każda chwila przynosi rezultaty na całą wieczność. Dlatego też nauczał, że każdą z danych człowiekowi chwil trzeba wykorzystywać jak skarb dla osiągnięcia świętych celów. Nie omijał żadnego człowieka jako bezwartościowej istoty, ponieważ zamierzył dostarczyć zbawienny lek dla każdej duszy. Gdziekolwiek się znalazł, głosił naukę odpowiednią do czasu i okoliczności. Pragnął natchnąć nadzieją najbardziej hardych i nieprzejednanych przekonując ich, że również oni mogą się stać bezgrzesznymi i niewinnymi, co pozwoli uznać ich za dzieci Boga. Często spotykał takich, którzy dostali się pod wpływ szatana i nie mieli dość siły, aby wyrwać się z jego sideł. Do takich zniechęconych, chorych, kuszonych i upadłych Jezus przemawiał z tkliwą pobożnością, w słowach dla nich potrzebnych i zrozumiałych. Spotykał też innych, którzy toczyli walkę wręcz z wrogiem ludzkich dusz. Tych zachęcał do wytrwania, zapewniając ich o zwycięstwie, a także o obecności u ich boku aniołów Bożych, którzy pomogą im odnieść zwycięstwo. Ci, którym Jezus w ten sposób dopomógł, byli przekonani, że jest On tym, w którym mogą pokładać całkowite zaufanie i który nie zdradzi nigdy tajemnicy powierzonej Jego współczującym uszom. ZJ 58.1

Jezus był lekarzem tak dla ciała, jak i dla duszy. Interesowała Go każda sfera cierpienia, z którym się zetknął, a każdemu cierpiącemu przynosił ulgę, gdyż Jego łagodne słowa działały jak kojący balsam. Nikt nie mógł powiedzieć, że uczynił cud, lecz dobroć — kojąca siła miłości — promieniowała z Niego na chorych i zgnębionych. W ten nienarzucający się sposób działał dla ludzkości już od wczesnego dzieciństwa. I z tego powodu, gdy rozpoczął swą publiczną działalność, tak wielu słuchało Go z radością. ZJ 58.2

Jednak w dzieciństwie, w młodości i w dojrzałości Jezus szedł przez życie sam. W swej czystości i wierności sam tłoczył wino ludzkich dusz, a nikogo nie było przy Nim. Dźwigał na sobie cały ciężar odpowiedzialności za zbawienie ludzi. Wiedział, że jeśli nie nastąpi zdecydowana zmiana w sposobie życia i postępowania ludzkości, wszystko będzie stracone. To wszystko obciążało Jego duszę i nikt nie mógł ocenić ciężaru, który na Nim spoczywał. Przejęty wielkim celem dźwigał przeznaczenie swego życia, aby być światłem dla każdego człowieka. ZJ 58.3